O torebce z łapaczem snów od Leonnelki już wspominałam przy okazji pokazywania witrażowych piór...
Cieszę się nią już od tygodnia, czas pokazać, jakie cudeńka dostałam!
W porządnie zapakowanym pudełku dostałam torebkę, dwie kosmetyczki (jedna jak spory piórnik) i pachnące zawieszki (już w szafach pouwieszane).. Nadmiar szczęścia, nie spodziewałam się aż tylu dobroci!
Leonnelko, jeszcze raz dziękuję - wymianka z Tobą to była prawdziwa przyjemnność!!!
piątek, 12 lutego 2016
czwartek, 11 lutego 2016
Dostałam...
... kamień z napisem LOVE" - od dzieci :) To ostatnio ich ulubiona piosenka - znacie?
A od Starszego jeszcze kartkę urodzinową (tak, tak - stuknęła mi wczoraj kolejna osiemnastka :) ), zrobioną metodą iris folding (zdolne łapki ma, prawda?)
Jadąc dziś rano do pracy, wyparzyłam na polu sarny.. Ostatnio całymi stadami biegają - wczoraj wieczorem pięć sztuk przeleciało mi przed samą maską, pozostałych kilkanaście zatrzymało się, jak ja stanęłam - ciemno było, nie widziałam ich na polu... Dobrze, że chwilę wcześniej przekicał mi drogę zając, bo zwolniłam na jego widok - zazwyczaj trochę szybciej pokonuję ten polny kawałek, zwłaszcza, że go dwa dni temu wyrównali i dziur nie ma...
Do pracy nie dojechałam, bo mi się dziecię rozchorowało i wróciłam zabrać go ze szkoły. Za chwilę jadę z nim do lekarza - mam jednak nadzieję, że do niedzieli się wykuruje... Nie mogę sobie pozwolić na nieobecność w pracy - uczniowie byliby z pewnością zawiedzeni, gdyby im się przesunęły zapowiedziane sprawdziany i niezapowiedziane kartkówki :P
A od Starszego jeszcze kartkę urodzinową (tak, tak - stuknęła mi wczoraj kolejna osiemnastka :) ), zrobioną metodą iris folding (zdolne łapki ma, prawda?)
Jadąc dziś rano do pracy, wyparzyłam na polu sarny.. Ostatnio całymi stadami biegają - wczoraj wieczorem pięć sztuk przeleciało mi przed samą maską, pozostałych kilkanaście zatrzymało się, jak ja stanęłam - ciemno było, nie widziałam ich na polu... Dobrze, że chwilę wcześniej przekicał mi drogę zając, bo zwolniłam na jego widok - zazwyczaj trochę szybciej pokonuję ten polny kawałek, zwłaszcza, że go dwa dni temu wyrównali i dziur nie ma...
Do pracy nie dojechałam, bo mi się dziecię rozchorowało i wróciłam zabrać go ze szkoły. Za chwilę jadę z nim do lekarza - mam jednak nadzieję, że do niedzieli się wykuruje... Nie mogę sobie pozwolić na nieobecność w pracy - uczniowie byliby z pewnością zawiedzeni, gdyby im się przesunęły zapowiedziane sprawdziany i niezapowiedziane kartkówki :P
środa, 3 lutego 2016
Witrażyki...
Dawno, bardzo dawno już nie siedziałam przy szlifierce*)...
Ale oto nadarzyła się okazja odkurzenia szlifierki i lutownicy, bo spodobała mi się torebka Leonnelki... Oprócz tego, że zapisałam się na candy u niej (i po cichutku marzyłam o wygranej, choć zupełnie nie mogłam się zdecydować, która ładniejsza - miałam spore szanse, a byłby to cudny prezent na urodziny, nieprawdaż? :) Niestety nie udało się...), to napisałam do niej w sprawie wykonania dla mnie torebki z malowanym łapaczem snów... A Leonnelka zaproponowała wymiankę na witrażowy niemal-łapacz snów :) Poleciały do niej piórka i ptaszorek i dyndadełka, które docelowo mają zawisnąć pod lampą.. A może w oknie? Kto wie...
Paczuszka dotarła, mogę więc pokazać, co w niej pojechało. Wiatr wiało okrutny, kiedy zdjęcia próbowałam zrobić, ale na chwilkę wyszło zza chmur słońce i udało mi się pokazać przezierność szkła... Żeby pasowały do kuchni w brązach, gotowe witrażyki spatynowałam na ciemno.
W hurtowni witrażowniczej (do której musiałam się udać, bo skończyła mi się taśma), wypatrzyłam takie fasetowane romby... Przyszło mi do głowy zrobić z nich zawieszki na okna - są dość duże (przekątne 2" x 4").. Zawisną w mojej kuchni (ale najpierw chyba te okna umyję, żeby słońce miało szansę się przez nie przebić :) ), a kilka pójdzie "do ludzi" (dwa pojechały w paczce z piórkami). Cztery potraktowałam patyną, sześć zostało w srebrnym kolorze cyny. Ślicznie załamują światło - marzy mi się jeszcze "garść" mniejszych do kompletu...
EDIT - Leonnelka pokazała u siebie jużniemoje witrażyki - piękne zdjęcia im zrobiła, zobaczcie!
*) Sprawdziłam - rok minął niemal dokładnie!!! Czasu niewiele nawet na małe dłubaninki, a szkło wymaga dłuższej chwili.
Ale oto nadarzyła się okazja odkurzenia szlifierki i lutownicy, bo spodobała mi się torebka Leonnelki... Oprócz tego, że zapisałam się na candy u niej (i po cichutku marzyłam o wygranej, choć zupełnie nie mogłam się zdecydować, która ładniejsza - miałam spore szanse, a byłby to cudny prezent na urodziny, nieprawdaż? :) Niestety nie udało się...), to napisałam do niej w sprawie wykonania dla mnie torebki z malowanym łapaczem snów... A Leonnelka zaproponowała wymiankę na witrażowy niemal-łapacz snów :) Poleciały do niej piórka i ptaszorek i dyndadełka, które docelowo mają zawisnąć pod lampą.. A może w oknie? Kto wie...
Paczuszka dotarła, mogę więc pokazać, co w niej pojechało. Wiatr wiało okrutny, kiedy zdjęcia próbowałam zrobić, ale na chwilkę wyszło zza chmur słońce i udało mi się pokazać przezierność szkła... Żeby pasowały do kuchni w brązach, gotowe witrażyki spatynowałam na ciemno.
W hurtowni witrażowniczej (do której musiałam się udać, bo skończyła mi się taśma), wypatrzyłam takie fasetowane romby... Przyszło mi do głowy zrobić z nich zawieszki na okna - są dość duże (przekątne 2" x 4").. Zawisną w mojej kuchni (ale najpierw chyba te okna umyję, żeby słońce miało szansę się przez nie przebić :) ), a kilka pójdzie "do ludzi" (dwa pojechały w paczce z piórkami). Cztery potraktowałam patyną, sześć zostało w srebrnym kolorze cyny. Ślicznie załamują światło - marzy mi się jeszcze "garść" mniejszych do kompletu...
EDIT - Leonnelka pokazała u siebie jużniemoje witrażyki - piękne zdjęcia im zrobiła, zobaczcie!
*) Sprawdziłam - rok minął niemal dokładnie!!! Czasu niewiele nawet na małe dłubaninki, a szkło wymaga dłuższej chwili.
piątek, 29 stycznia 2016
Odrobinkę...
... udało mi się spędzić czasu z koralikami w mijające ferie... Między jedną maturą a drugą, między egzaminem gimnazjalnym a sprawdzianem, sprawiłam sobie nową bransoletkę typu bangle... Chciałam przetestować ten tutorial z pasartu.
Robi się szybko (rozpędziłam się i musiałam potem pruć :) ), jest efektowna - podoba mi się!
PS. Bransoletka poszła w świat, w dobre ręce - mam nadzieję, że będzie ładnie służyć :)
Robi się szybko (rozpędziłam się i musiałam potem pruć :) ), jest efektowna - podoba mi się!
PS. Bransoletka poszła w świat, w dobre ręce - mam nadzieję, że będzie ładnie służyć :)
Zimowe spotkanie craftowe w Tobatkowie...
W minioną sobotę zjechały się do mnie zdolne koleżanki na nadprogramowe pierwsze Zimowe Spotkanie Craftowe :) Oczywiście tradycyjne już Wiosenne Spotkanie Craftowe w Tobatkowie (ktoś jest w stanie policzyć, które?) się odbędzie, a jakże! To było z potrzeby chwili i serca i z tęsknoty za swoim towarzystwem i wspólnym dłubaniem :)
Motywem przewodnim było wyplecenie kwadracika dla Bead-It-Forward, którego tematem w tym roku była ogólnie pojęta przestrzeń kosmiczna.
Zaprojektowałam cztery wzory (są nawet na stronie BIF :) ) - najbardziej jestem dumna z Ziemi i właśnie ją zamieniłam w koralikowy kwaracik.
Czerwonym koralikiem oznaczyłam Polskę :)
Kwadracikami zaopiekowała się Weraph, by posłać je w długą podróż za ocean :)
Poza tym zabawiłyśmy się wspólne zrobienie pamiątkowego ATC, którym się później wymieniłyśmy za pomocą losowania... Zdjęć brak.... W ogóle zdjęć tylko kilka zostało zrobionych, by uwiecznić bałagan twórczy na stole :) Łapki zajęte pracą, buzie gadaniem i nikt o aparacie nie myślał :)
Jak zawsze na naszych comiesięcznych spotkaniach - było cudnie!!! Niech żałuje, kto nie był :)
Motywem przewodnim było wyplecenie kwadracika dla Bead-It-Forward, którego tematem w tym roku była ogólnie pojęta przestrzeń kosmiczna.
Zaprojektowałam cztery wzory (są nawet na stronie BIF :) ) - najbardziej jestem dumna z Ziemi i właśnie ją zamieniłam w koralikowy kwaracik.
Czerwonym koralikiem oznaczyłam Polskę :)
Kwadracikami zaopiekowała się Weraph, by posłać je w długą podróż za ocean :)
Poza tym zabawiłyśmy się wspólne zrobienie pamiątkowego ATC, którym się później wymieniłyśmy za pomocą losowania... Zdjęć brak.... W ogóle zdjęć tylko kilka zostało zrobionych, by uwiecznić bałagan twórczy na stole :) Łapki zajęte pracą, buzie gadaniem i nikt o aparacie nie myślał :)
Jak zawsze na naszych comiesięcznych spotkaniach - było cudnie!!! Niech żałuje, kto nie był :)
wtorek, 19 stycznia 2016
Relaks....
Nie za często biorę udział w blogowych zabawach, zazwyczaj u znajomych.. Ale za sprawą Eli trafiłam na bloga Leonnelki, gdzie prezentuje ona piękne torby i torebki... A że toreb nigdy za wiele :) to ustawiam się w kolejce do candy, na którym można jedną z dwóch wygrać :)
Ferie... Relaks połowiczny, bo czeka mnie ogromna sterta prac do sprawdzenia... I to nie takich ekspresowych, tylko wymagających wgryzienia się w każde zadanie i przeanalizowania, czy już ten punkt można dać, czy niestety nie (znaczy matury - podstawowa i rozszerzona - i egzaminy gimnazjalne próbne :) )... Codziennie próbuję odrobinkę z tej sterty uszczknąć, żeby do choć jeden dzień ferii został tylko dla mnie - musi mi się udać!
A żeby nie było tak całkiem bezdjęciowo, to pokażę Wam dzieło Starszego - napęd do młynka do koralików :) Klocki lego z silniczkami i światełkami i mam młynek elektryczny, ha!!! Zdolne mam dziecię, co? :)
Eeee... Problem techniczny ze zdjęciami... Dołączę więc je wieczorkiem, jeśli kogoś zainteresuje :D
Ferie... Relaks połowiczny, bo czeka mnie ogromna sterta prac do sprawdzenia... I to nie takich ekspresowych, tylko wymagających wgryzienia się w każde zadanie i przeanalizowania, czy już ten punkt można dać, czy niestety nie (znaczy matury - podstawowa i rozszerzona - i egzaminy gimnazjalne próbne :) )... Codziennie próbuję odrobinkę z tej sterty uszczknąć, żeby do choć jeden dzień ferii został tylko dla mnie - musi mi się udać!
A żeby nie było tak całkiem bezdjęciowo, to pokażę Wam dzieło Starszego - napęd do młynka do koralików :) Klocki lego z silniczkami i światełkami i mam młynek elektryczny, ha!!! Zdolne mam dziecię, co? :)
Eeee... Problem techniczny ze zdjęciami... Dołączę więc je wieczorkiem, jeśli kogoś zainteresuje :D
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Na kolejny rok...
Pamiętacie mój ubiegłoroczny notes? Wbrew obawom wypełniał się powolutku... Zapisywanie i wklejanie wspomnień sprawiało mi taką frajdę, że w tym roku zrobiłam sobie nowy :)
Na blogu Rosy Owl pojawił się do pobrania kalendarz - najmodniejszy w tym sezonie, z kolorowankami :) Choć sama nie lubię kolorować, to jednak postanowiłam zrobić sobie właśnie taki kalendarzo-notes... W ubiegłym roku podchodziłam sceptycznie do samego notesu, a okazał się fajną zabawą, to może w tym odkryję w sobie dziecko i frajdę z kolorowanek?
Wszystkie strony samego kalendarza możecie zobaczyć na Rosy Owl. U mnie każdy miesiąc ma z prawej kalendarz wydrukowany z pliku pdf, w którym perlen pen'em pogrubiłam nazwy miesięcy, zaznaczyłam ważne dla mojej rodziny daty oraz tu i ówdzie w kolorowance dodałam błyszczące kropeczki... Z lewej z kolei ma kieszonkę z miejscem na karteczki z zapiskami, na wklejanie skarbów, na zapisywanie wspomnień... Na końcu jest jeszcze kieszonka na zapasowe karteczki i fiszki... Biała strona z nazwą miesiąca i kalendarzem sama w sobie też jest dużą kieszonką, do której można coś większego schować :)
Okładka dostanie jeszcze trochę faktury, jak tylko znajdę swoją nagrzewnicę do embossingu (gdzie ja ją mogłam schować?!).
No to kredki w dłoń! :)
Na blogu Rosy Owl pojawił się do pobrania kalendarz - najmodniejszy w tym sezonie, z kolorowankami :) Choć sama nie lubię kolorować, to jednak postanowiłam zrobić sobie właśnie taki kalendarzo-notes... W ubiegłym roku podchodziłam sceptycznie do samego notesu, a okazał się fajną zabawą, to może w tym odkryję w sobie dziecko i frajdę z kolorowanek?
Wszystkie strony samego kalendarza możecie zobaczyć na Rosy Owl. U mnie każdy miesiąc ma z prawej kalendarz wydrukowany z pliku pdf, w którym perlen pen'em pogrubiłam nazwy miesięcy, zaznaczyłam ważne dla mojej rodziny daty oraz tu i ówdzie w kolorowance dodałam błyszczące kropeczki... Z lewej z kolei ma kieszonkę z miejscem na karteczki z zapiskami, na wklejanie skarbów, na zapisywanie wspomnień... Na końcu jest jeszcze kieszonka na zapasowe karteczki i fiszki... Biała strona z nazwą miesiąca i kalendarzem sama w sobie też jest dużą kieszonką, do której można coś większego schować :)
Okładka dostanie jeszcze trochę faktury, jak tylko znajdę swoją nagrzewnicę do embossingu (gdzie ja ją mogłam schować?!).
No to kredki w dłoń! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











