Wycieczka do Londynu to mój prezent urodzinowy :) Pojechaliśmy całą rodzinką :)
W sumie nasza wizyta trwała cztery dni, ale dwa z nich to przeloty i docieranie na i z lotniska :)
Głównymi punktami wycieczki były: Studio Warner Bros i plan filmowy Harrego Pottera oraz obchody początku Chińskiego Nowego Roku. A reszta czasu to "dotknięcie" Londynu, zerknięcie na kilka turystycznych miejsc.
Czwartek.
Przylecieliśmy późnym popołudniem, więc po dotarciu do naszego miejsca noclegowego nad Regent's Canal, poszukaliśmy miejsca, by zjeść obiado-kolację :)
Piątek.
Po śniadaniu udaliśmy się na autobus (tak, piętrowy, czerwony ;) ), którym przemieściliśmy się do Londyn Bridge. Stamtąd spacerkiem wzdłuż Tamizy przeszliśmy do Tower of London i Tower Bridge.
Po krótkim odpoczynku i deserku skierowaliśmy się metrem na King Cross Station, a potem na Euston Station, skąd kursuje pociąg do Watford Junction. Z tej właśnie stacji można dojechać wahadłowym autobusem pod same drzwi hali Harrego Pottera (z biletem na zwiedzanie studio, autobus jest darmowy).
I tam spędziliśmy dobre cztery godziny! A spokojnie można było więcej. :)
To było ciekawe doświadczenie. I wcale nie trzeba być wielkim fanem filmów o młodych czarodziejach, choć to bardzo ułatwia, skoro są na każdym kroku ;) Zajrzenie na plan filmowy, zerknięcie, jak się robi efekty specjalne, jak się projektuje, obejrzenie makiet, szkiców, zobaczenie produkcji kostiumów, masek, potworów. Duuuużo ciekawostek, duuuuużo kroków wytupanych :D
Wróciliśmy zmęczeni, ale zadowoleni :)
Sobota.
Rano odkryliśmy, że na ulicy za oknem rozłożyły się stragany! Poszliśmy więc zobaczyć, co też tam ciekawego planowali sprzedawać (byliśmy ciut za wcześniej, dopiero się rozkładali) - wszystkiego po trochu, jak to na takich targowiskach bywa: jedzenie, warzywa i owoce, ciuchy, dodatki dekoracyjne, biżuteria.
Sobota to dzień na łażenie ;) Zaczęliśmy od podjechania autobusem do Wesminster Abbey i Hall i oczywiście Big Bena :D Zerknęliśmy na drugi brzeg na London Eye, a potem spacerkiem poszliśmy wzdłuż Whitehall, zaglądając w okna budynków parlamentu, rzucając oknem na Downing Street, gdzie mieszka premier i podziwiając zmianę warty Królewskiej Straży Konnej na placu Horse Guards Parade.
Potem przeszliśmy przez dziedziniec i cały St James Park (w którym biegało mnóstwo szarych wiewiórek walczących o jedzenie od turystów z kaczkami, gołębiami i papugami), by zerknąć na Buckingham Palace.
Stamtąd spacerkiem wzdłuż The Mall poszliśmy na Tralagar Square - niestety tu główna impreza z okazji Chińskiego Nowego Roku odbywać miała się w niedzielę, wszystko było zastawione, w trakcie budowania rusztowań i konstrukcji sceny. Poszliśmy więc dalej obok National Gallery przez Leicester Square w stronę Chinetown pięknie udekorowanej czerwonymi lampionami. Załapaliśmy się na taniec smoka, który błogosławił po kolei restauracje, kłaniając się ich właścicielom.
Zostawiliśmy tłum w chińskiej dzielnicy i skierowaliśmy się na Baker Street 221B - nie mogłam nie zajrzeć do Sherlocka Holmesa!
To był kolejny intensywny dzień - kilkanaście kilometrów w nogach :)
Niedziela.
Dzień na powrót - wczesnym popołudniem mieliśmy samolot, a na lotnisko daleko. Zaplanowaliśmy śniadanie na Liverpool Street Station - naszej przesiadkowej stacji, skąd odjeżdżają bezpośrednie pociągi na lotnisko Stansted. A potem pozostało nam tylko dotrzeć na lotnisko i wrócić do domu.
Krótki to był pobyt, bardzo intensywny. Kiedyś na spokojnie wrócimy z nastawieniem na zwiedzanie. Marzy mi się, by wejść do Westminster Abbey, National Gallery, British Museum, Tower Bridge. I zobaczyć wiele innych miejsc, na które tym razem nam czasu i sił nie wystarczyło.


