W sobotę było kolejne craftowe spotkanie. Tym razem gościła nas Eli. Było cudnie, jak zawsze zresztą - trochę plotkarsko, twórczo, pracowicie - uwielbiam ten klimat, te nasze spotkania, jestem od nich uzależniona - już myślę o następnym! :)
Tematem przewodnim było decoupage i odlewy gipsowe.. Skończyło się na małej ilości decu, sporej za to ilości gipsu. Eliza odlała nam ramki, aniołki i dekory z gipsu. A do tego zainspirowała nas swoimi pracami - tworzenie relifu za pomocą gipsu i szablonu - tu ukłony sie należą mężowi Eli, który cierpliwie nam wycinał ploterem wzorkiw folii, dzięki czemu miałyśmy takie szablony, jakie tylko się nam zamarzyły.. Do domu przywiozłam i będę tworzyć :)
W domu wykończyłam pudełko ze wzorami przywiezionymi ze spotkania.
Przywiozłam również jednego aniołka, którego pomalowałam na biało i myślę, co z nim dalej...
Każda z nas przygotowała na spotkanie mały prezencik i odbyło się losowanie - nie muszę chyba mówić, jak bardzo lubię taki moment :)
Do mnie trafiła bransoletka w rozgrzewającej czerwnieni wykonana przez Olę z małym "kagankiem oświaty", który noszę i nieść będę :) :
Ja się zagapiłam.. Miałam intensywny tydzień i dlatego zabrałam jedną ze swoich starszych witrażowych prac - kanciatego aniołka w zieleni, który trafił się Eli (nie pierwszy raz Eliza losuje drobiazg ode mnie :) ):
To tyle na temat spotkania - więcej zdjęć będzie u Eli, która fotografowała nas namiętnie :)
A teraz na "nie tylko" :) Czyli co jeszcze w międzyczasie... Np. komplecik w żółci - na szybko, pół godz przed wyjściem na pewne pracowe spotkanie:
Bransoletka spleciona w warkocz z trzech sznurów szydełkowych "na trzy":
Na kółku rękodzielniczym, które prowadzę, robiłam z dziewczynkami albumy z rolek po papierze toaletowym, które podpatrzyłam kiedyś tu. Oto moja wersja:
Zrobiłam i wysłałam już też paczuszkę na forumową wymiankę p.t. "Słodycz", ale póki co Wam pokazać nie mogę :)
A na koniec nie praca, a światło - fajnie się odbijało ostatnio w słonku..
poniedziałek, 31 października 2011
czwartek, 27 października 2011
Bez tytułu? :)
Dziś miałam długi, intensywny, ale
szalenie udany dzień.. Po południu byłam z dziećmi z mojego kółka na
zajęciach o wełnie i wszystkim z nią związanym u Pani Agnieszki Jackowiak w Sztuka Puka.. Dzieci zachwycone, dziewczynki
całą drogę trajkotały, jeszcze przed chwilą jedna mama smsa mi wysłała,
że Ani się buzia nie zamyka i z takim zachwytem o wyjeździe mówi, że jej zatrzymać nie może :) Cieszy mnie to ogromnie... Pani Agnieszka jest niesamowicie ciepłą, miłą osobą, która potrafi ciekawie opowiadać o swojej pasji. Mam nadzieję, że to pierwszy, ale nie ostatni raz i jeszcze nie raz z Panią Agnieszką się zobaczymy.
czwartek, 13 października 2011
Zaległości...
Pierwsza zaległość to kolejne spotkanie poznańskich craftladies, które miało miejsce u Nami już 2 tygodnie temu... Jak zwykle było szalenie miło.. Jak zwykle doładowałam akumulatorki.. I choć wleciałam tam z założeniem 5 minutek, bo mnie straszliwie choróbsko rozkładało, to nie byłam w stanie opuścić przytulnych pieleszy Nami. I zostałam do końca.. Nawet zmalowałam torbę (Eli dziękuję za podarowanie :) ) za pomocą farb akrylowych i cudnego szablonu, jakiego dostarczyła Eli dzięki uprzejmości męża swego :) Oprócz tego dziewczyny bawiły się barwieniem kartek za pomocą farb typu marble.
A oto moja torba na chleb:
Druga zaległość to cudne ptaszorki, które dostałam od Poohatki. Dorobiłam im ogonki z piór, bo Kasia przezornie je w dziurki zaopatrzyła i niemal od razu zawisły na moich żarówkach i udawały lampki... Wreszcie dorobiłam się jednak abażurów i ptaszki zostały ściągnięte, a przy okazji obfocone.. Mam już dla nich nowe miejsce, tylko pozawieszać i mogą znowu latać i cieszyć moje oczy :)
Dziękuję raz jeszcze, publicznie, Poohatko :)
A oto moja torba na chleb:
Druga zaległość to cudne ptaszorki, które dostałam od Poohatki. Dorobiłam im ogonki z piór, bo Kasia przezornie je w dziurki zaopatrzyła i niemal od razu zawisły na moich żarówkach i udawały lampki... Wreszcie dorobiłam się jednak abażurów i ptaszki zostały ściągnięte, a przy okazji obfocone.. Mam już dla nich nowe miejsce, tylko pozawieszać i mogą znowu latać i cieszyć moje oczy :)
Dziękuję raz jeszcze, publicznie, Poohatko :)
sobota, 8 października 2011
Wyróżnienia...
Szalenie miło jest je dostawać.. Właśnie dostałam od Zajączka... Dziękuję :)
Jednak z założenia nie biorę udziału w takich zabawach.. Są dla mnie rodzajem łańcuszka, a tym mówię "nie". A o sobie wolę mówić, kiedy chcę, a nie powinnam :)
Mam nadzieję, że nikt się z tego powodu nie obrazi..
Jednak z założenia nie biorę udziału w takich zabawach.. Są dla mnie rodzajem łańcuszka, a tym mówię "nie". A o sobie wolę mówić, kiedy chcę, a nie powinnam :)
Mam nadzieję, że nikt się z tego powodu nie obrazi..
piątek, 30 września 2011
Dzień Chłopca...
Wszystkim Chłopcom - i tym całkiem dużym i tym jeszcze małym - życzę dziś spełnienia marzeń....
Zdjęcie pochodzi z serwisu darmowe zdjęcia. |
poniedziałek, 26 września 2011
Chusta icarus...
Skończyłam.. Zajęła mi niemal 3 miesiące.. Wykończyła mnie... Ale jest.. Ogroooomna.. Piękna.. Milusia... Już ją uwielbiam :) I jestem z niej bardzo, bardzo dumna :)
Ma bez naciągania, luźno 3m szerokości i 1,5m wysokości.. Naciągnąć da się ją moooocno.. Więc pewnie do 5m bym bez problemu doszła. Ale akrylu nie trzeba blokować, pod swoim ciężarem się oczka ułożyły ładnie, chusta zaraz po ściągnięciu z drutów wygląda, jak widzicie :) Czytałam o prasowaniu letnim żelazkiem.. Ale odpuszczam, nie widzę potrzeby :) Dzięki temu na dole robi się taka miła dla oka, dekoracyjna falbanka.. Podoba mi się :)
Frasiu - dziękuję! Ta chusta powstała w dużej mierze dzięki Tobie... Bo dzięki Tobie uwierzyłam, że dam radę... Za mobilizowanie podziękowania ogromne się należą także Poohatce - Ty wierzyłaś, jak ja jeszcze nie wierzyłam.. W sumie wszystko przez Ciebie :) Całusy! A tą iskrą, żeby spróbować okazała się szkółka na craftladies, którą założyła Jóśka...
Druty KP 4mm, włóczka to czarna Alize Diva, poszło trochę ponad 5 motków.
Ufff... Teraz minimum miesiąc przerwy od drutów, a potem łapię się za gail, na którą już kupiłam bambusową włóczkę w pięknym odcieniu niebieskiego. Choć szukam wciąż w kolorze turkusowym :)
Ma bez naciągania, luźno 3m szerokości i 1,5m wysokości.. Naciągnąć da się ją moooocno.. Więc pewnie do 5m bym bez problemu doszła. Ale akrylu nie trzeba blokować, pod swoim ciężarem się oczka ułożyły ładnie, chusta zaraz po ściągnięciu z drutów wygląda, jak widzicie :) Czytałam o prasowaniu letnim żelazkiem.. Ale odpuszczam, nie widzę potrzeby :) Dzięki temu na dole robi się taka miła dla oka, dekoracyjna falbanka.. Podoba mi się :)
Frasiu - dziękuję! Ta chusta powstała w dużej mierze dzięki Tobie... Bo dzięki Tobie uwierzyłam, że dam radę... Za mobilizowanie podziękowania ogromne się należą także Poohatce - Ty wierzyłaś, jak ja jeszcze nie wierzyłam.. W sumie wszystko przez Ciebie :) Całusy! A tą iskrą, żeby spróbować okazała się szkółka na craftladies, którą założyła Jóśka...
Druty KP 4mm, włóczka to czarna Alize Diva, poszło trochę ponad 5 motków.
Ufff... Teraz minimum miesiąc przerwy od drutów, a potem łapię się za gail, na którą już kupiłam bambusową włóczkę w pięknym odcieniu niebieskiego. Choć szukam wciąż w kolorze turkusowym :)
niedziela, 25 września 2011
Kumihimo
Kumihimo, czyli japońska sztuka zaplatania (u mnie sznureczków, muliny, włóczki, a oryginalnie jedwabnych nitek) wciągnęła mnie... Eskperymentuję... Szukam pomysłów, inspiracji, szperam, grzebię, uczę się.... I uczę dzieci na kółku rękodzielniczym, które prowadzę... :)
Moje "dyski" i pożyczone od uczennicy dyski kupne z wyrysowanymi nawet kolorami i wzorami, jakie dają (na tych drugich robi się cudnie - ekspresowo, łatwo, bo są z miękkiej pianki):
Moje dzieła :)
Na tym czarnym niestety nie widać, że są takie strzałeczki (mój syn powiedział, że serduszka) z metalizowanej czerwonej muliny, a czarna jest satynowana, taka śliska z delikatnym połyskiem.
Sposób na kulki w bransolecie znalazłam tutaj, no i musiałam od razu przetestować...
A, na jesiennym spacerze też byłam, okoliczności przyrody piękne podziwiałam, słonkiem się rozkoszowałam, spodni mało nie zgubiłam z powodu tony kasztanów w kieszeni.. Do dębu po żołędzie nie dotarliśmy, bo komary próbowały nas żywcem połknąć, więc zwialiśmy :)
Moje "dyski" i pożyczone od uczennicy dyski kupne z wyrysowanymi nawet kolorami i wzorami, jakie dają (na tych drugich robi się cudnie - ekspresowo, łatwo, bo są z miękkiej pianki):
Moje dzieła :)
Na tym czarnym niestety nie widać, że są takie strzałeczki (mój syn powiedział, że serduszka) z metalizowanej czerwonej muliny, a czarna jest satynowana, taka śliska z delikatnym połyskiem.
Sposób na kulki w bransolecie znalazłam tutaj, no i musiałam od razu przetestować...
A, na jesiennym spacerze też byłam, okoliczności przyrody piękne podziwiałam, słonkiem się rozkoszowałam, spodni mało nie zgubiłam z powodu tony kasztanów w kieszeni.. Do dębu po żołędzie nie dotarliśmy, bo komary próbowały nas żywcem połknąć, więc zwialiśmy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





