niedziela, 6 marca 2016

Wiosennie...

Za sprawą zajęć na kółku rękodzielniczym, które prowadzę... Przygotowania do świąt już wrą - najpierw były quillingowe kartki, później wianki...
Mnie zamarzył się mały, cały biały - dwa lata temu zrobiłam sobie w żółtej kolorystyce...

Tegoroczny:

I poprzedni, bo wygląda na to, że się nim nie pochwaliłam...


A tak wyglądało na stole w czasie zajęć - twórczy bałagan :)


Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć gotowych wianków, bo wyszły śliczne!

Z innej beczki, choć wciąż w wiosennych klimatach. Na pewne zajęcia z dziećmi przygotowałam propozycję samodzielnego wykonania gry planszowej typu "kółko i krzyżyk". Plansza z zielonego jak trawa miękkiego filcu z wyrysowanymi markerem liniami (w pierwotnej wersji miały być haftowane, ale jednak na chwilę obecną zrezygnuję z tego - dopóki nie poznam dzieci), do tego szklane kaboszony podklejone kolorowym papierem i mamy podróżną wersję gry, którą możemy wrzucić do plecaka na wycieczkę...


Oczywiście wersji może być wiele - kwiatki, motylki, biedronki - wszystko, co się dzieciom z wiosną będzie kojarzyło :) W drugiej wersji miałam opcję pomalowanych kamieni - może jeszcze wykorzystam.. Póki co szklane kaboszony szybciej się podklei i mniej czasu zabierze czekanie na wyschnięcie... Koszt - 3-5 zł na osobę.. Jeśli skorzysta się z opcji z kamykami, to nawet koszt niższy wyjdzie :)



Po ilości postów widać, jak mało mam czasu dla siebie.. Tęsknię za swoimi robótkami, dłubaninkami, koralikami, szydełkiem.... Właśnie wracam do siebie po tygodniowej przerwie w życiorysie spowodowanej choróbskiem (organizm się upomniał o swoje, dał znać, że nie można w tym tempie i w takiej ilości pracować)... Wydarty czas poświęciłam na uzupełnianie zaległości pracowych - sterta sprawdzianów do poprawienia osiągnęła punkt krytyczny i nie mogłam już dłużej jej ignorować... Ale uporałam się z nią, uffff :) Niestety taka specyfika pracy, że za chwilę pojawią się nowe prace do poprawiania (w tym tygodniu dwa sprawdziany i jedna kartkówka)... Niestety jeszcze przynajmniej dwa miesiące muszę wytrzymać, potem będzie odrobinę luźniej (maturzyści oddadzą mi kilka godzin tygodniowo)...


Aby przetrwać sprawiam sobie małe przyjemności - kawka w miłym towarzystwie, spotkanie craftowe (tak niesamowicie ładujące mnie pozytywną energią)... O, następne u mnie - tradycyjne już, wiosenne... Zaraz po świętach, 2 kwietnia - zapraszam :)

13 komentarzy:

  1. Tobi, zwolnij trochę kochana :) znajdź czas na przyjemnostki, choć wiem, że trudno, gdy sterta prac szczerzy zęby i woła sprawdź mnie ;) no ale przecież nauczyciele to leni, pracują do 12 w południe i tak w ogóle to nic nie robią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę - mam ponad półtora etatu i choćbym nie wiem jak chciała zwolnić, to nie mogę... Dlatego mój organizm się zbuntował i kazał mi wyhamować... Tydzień niemal z łóżka nie wstawałam... Ale muszę wrócić i pociągnąć jeszcze te 4 miesiące... A potem wakacje.. I nauczka, żeby się już nie zgadzać na więcej niż jeden etat, bo - choć kasa ważna - cierpi na tym moja rodzina z dziećmi na czele (o sobie już nie wspomnę)....

      Usuń
    2. Święte słowa, 2-3 godz. ponad etat to już wystarczy, nie zrozumie tego chyba nikt, kto nie jest nauczycielem, nie móię o tych, którzy jako nauczyciele pracują tylko...

      Usuń
  2. Wianki śliczne ... chociaż ja osobiście za nimi nie przepadam. Ale pomysł na grę rewelacyjny! Zapamiętam i może wykorzystam na swoich zajęciach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jeden na stół świąteczny, jeden na drzwi... I wystarczy :)

      A pomysł z grą nie mój - podpatrzony na pintereście... Ale zapamiętałam i zawsze wiedziałam, że skorzystam :)

      Usuń
  3. Wianki sliczne! Ale pomysł na grę z "kamyków", ktora mozna skryć w magicznym woreczku zmieniającym sie w plansze - genialny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialny w swej prostocie, prawda? A najfajniejsza wyjdzie właśnie z kamyków pomalowanych np. w kwiatki, biedronki, czy choć z namalowanym krzyżykiem i kółkiem...

      Usuń
  4. Grypsko paskudne, ostatnio się panoszy. Mnie też dopadło, niestety. Trzymaj się i uważaj na siebie.

    Wianki, fajna sprawa , nie wspomnę o palmach. Młodszy synowiec też w szkole robił ( z pomocą mamuś ;) ). Wszystko było dobrze, dopóki nie chcieli nimi walczyć ;) hihih

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już na chodzie. I nie grypsko, a korzonki mnie unieruchomiły...

      Usuń
  5. Piękne wianki, zwłaszcza tegoroczny.
    Niestety teraz taki czas, że choróbska łapią, byle się kolejne nie przytrafiło.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A... Teraz dzieci chore... A co - jak szaleć, to szaleć...

      Usuń

Bardzo dziękuję za wizytę i komentarz.